Odsłon: 10107
Odsłon: 8029
Odsłon: 6462

Pod koniec lat 60-tych XX wieku amerykańskie feministki, które brały przykład z pacyfistów palących karty powołania do wojska protestując przeciwko wojnie wietnamskiej, rzucały w ogień biustonosze - zdaniem feministek
męski fetysz seksualny oraz symbol zniewolenia kobiet. Noszonemu przez laty,
poczciwemu stanikowi, dostało się za tysiąclecia męskiego patriarchatu....ale
biustonosz wyszedł z tego zwycięsko.
Nie ma co ukrywać:
biustonosz trzeba nosić. Noszenie odpowiednio dopasowanego stanika zapobiega
naciąganiu się wiązadeł Coopera. Dzięki temu, nasze piersi na dłużej utrzymują
prawidłową jędrność i nie opadają. Dobry stanik zapewnia wygodę, poprawia wygląd, samopoczucie i, co
najważniejsze, chroni nasz biust. Robimy to dla zdrowia,
komfortu, pewności siebie.... ale przychodzi taki dzień kiedy media nakłaniają
nas do porzucenia swojego ukochanego biustonosza...
30 maja 2010 roku był
obchodzony na całym świecie dzień bez
stanika. Dzień "luzu, lekkiego szaleństwa i dobrej
zabawy" - jak twierdziły media - gdzie w roli głównej były nasze piersi. U
nas, nad Wisła, ten dzień nie cieszy się takim dużym zainteresowaniem jak w
krajach Europy zachodniej czy Ameryki Północnej. Czy polskie kobiety są tak
przyzwyczajone do swojej bielizny, że to święto nie ma szans na przyjęcie? Czy
jesteśmy zbyt wstydliwe? Boimy się opinii innych? ... Jak uważacie, czy obchodzenie takiego święta jak
Światowy Dzień Bez Biustonosza ma w ogóle sens?